Od razu zaznaczam - nie , haule to nie będą jakieś nowe serie, po prostu chciałam się z Wami podzielić moimi wrażeniami kosmetyków marki Oriflame Sweden . ♥ I w trakcie pisania stwierdziłam, że żeby było troszkę ciekawiej zrobię to w formie opowiadania, i zobaczymy co z tego wyjdzie ;)
( Z góry przepraszam za słabą jakość zdjęć, lecz dzisiaj u mnie jest pochmurno i pada deszcz, co uniemożliwia mi dobre światło :/ )
-----------------
- Kosmetyki przyszły! - Powiedziała moja podekscytowana mama, gdy wróciłam do domu po męczącym dniu w szkole.
- A może jakieś cześć, czy coś? - mówię bez entuzjazmu, rzucając szkolną torbą w kąt ganku.
- Coś - śmieje się moja mama i pokazuje mi średniej wielkości pudełko. Oczywiście, już otworzone. Nie mogła poczekać na mnie. Nie zdziwiłabym się, gdyby czekała na listonosza z nożem do otworzenia pudełka. Tak - ona jest do tego zdolna.
Wszystkie kosmetyki kupuję na pół z mamą. Mamy taką samą cerę, odcień skóry i upodobania ;) Wszystko leży w głębokiej szufladzie, gdzie jest często bałagan ( chociaż muszę się pochwalić - dzisiaj w niej posprzątałam! :D ) i tak na prawdę jedyne czym się nie dzielimy są kremy i podkłady.
Głownie dlatego, że ona używa produktów na rozszerzone pory, a ja zamiast podkładu wolę używać kremów typu BB czy CC.
Z westchnieniem wzięłam od niej pudełko i położyłam na kuchennym stole. Wyjęłam jego zawartość na stół ledwie zerkając na te rzeczy. W środku na samym spodzie leżał ( bardzo elegancki moim zdaniem ) folder, w którym znajdowały się przeróżne oferty, kupony zniżkowe, rachunek, próbki kremów i perfum i różne takie kartki, schludnie spięte w całość.
Natychmiast moją uwagę przykuły kremy do rąk. Nie wiem, czy mojej mamie się coś pomyliło w zamówieniu, czy faktycznie zamówiła 10 kremów do rąk " Dream Cream ".
- Mamo .. Na cholerę tyle tych kremów do rąk?
- Nie wiem, ale kosztowały 2,90, więc... czemu nie?
Zaśmiałam się cicho pod nosem. Stwierdzam, że nigdy nie ogarnę mojej mamy...
Aczkolwiek stwierdzam, że z tymi kremami zrobiła dobry wybór - tubki są małe, a już po 1 użyciu poczułam, że moje ręce robą się delikatne i nawilżone. Spodobał mi się również ich opis : " the cream that can fulfill dreams ". Uznałam to za urocze i zabawne.
- A Giordani? - zapytałam. Chodziło tu oczywiście o markę " Giordani Gold ", których produkty bardzo polubiłam w ostatnim czasie...
-Zamówiłam nam podkład za 30zł i tusz do rzęs za 25zł. Wzięłam jeszcze dezodorant w kulce za 20zł. Są na lustrze w łazience.
Udałam się więc do łazienki, by zobaczyć nasze nowe nabytki.
Spodobał mi się odcień podkładu. Mama powiedziała, że raczej nie będzie go używać, ponieważ za bardzo widać jej rozszerzone pory.
Podkład sam w sobie był dosyć wodnisty, ale za to bardzo dobrze dopasowywał się do odcienia skóry i wygodnie się rozprowadzał.
Natomiast gdy pierwszy raz przejechałam po rzęsach tym tuszem do rzęs od razu stwierdziłam, że jest to najprawdopodobniej najidealniejsza rzecz, jaką stworzyły ludzkie ręce. Sama szczoteczka nie skleja rzęs i równomiernie nakłada produkt. Tusz natomiast daje matowy efekt sztucznych rzęs, i wysycha praktycznie od razu po nałożeniu, przez co nie muszę się martwić, że mi się rozmaże po jednym dotknięciu.
Dezodorant pachniał nawet ok.
- Widzę, że ci się podoba - zauważyła moja mama.
- Nooo serio, świetny jest.
- Nooo chyba wiem co kupuję... - przedrzeźniała mnie.
Następnie moją uwagę przykuł perfum.
- Serio? Kolejny? - zapytałam.
- No co? To dla babci... - popatrzyła na mnie miną niewiniątka.
- Mhm... - mruknęłam sarkastycznie i powróciłam do przeglądania kosmetyków.
Kolejna rzecz na pierwszy rzut oka wydawała mi się pomadką do ust.
- To dla ciebie. Na te twoje pryszcze. - Powiedziała moja mama z miną " Bossa ". Wystawiłam jej język, na co obie się zaśmiałyśmy.
Dobrze wie, że nie mam problemu z trądzikiem. Ewidentnie chodziło o coś innego.
- Mów. Po co to kupiłaś?
- Tu wcale nie chodzi o to, że myślałam że to pomadka nudowa... - powiedziała.
Nie wytrzymałam. Zaczęłam się histerycznie śmiać. Kolor włosów jednak robi swoje.
Poszłam do łazienki przetestować produkt za 17,90zł. Miętową część pomadki nakładało się bezpośrednio na pryszcz, ma na celu spowodowania jego zniknięcia. Natomiast, na skórze nie mogło być ani grama makijażu, więc musiałam zmyć podkład. Po pokryciu pryszcza niewielką ilością miętowej części produktu zakryłam ją " korektorem ". Idealnie zlewało się to z moją skórą i faktycznie nie było widać tego pryszcza. Wróciłam więc do kuchni.
- No widzisz? Od razu lepiej - powiedziała mama, naśmiewając się ze mnie.
- Powiedziała ta, która kupiła korektor myśląc że to pomadka - odgryzłam się.
Mój tata, który najwidoczniej dołączył gdy byłam w łazience, o mało nie zakrztusił się herbatą, po czym zaczął się śmiać na całego.
- A ty siedź cicho. Jak ona się urodziła to po schodach wnosiłeś ją na siedząco - wygarnęła mu mama, na co tata skarcił ją wzrokiem.
Teraz to ja nie wytrzymałam. Zaczęłam się śmiać jak opętana. Tracę wiarę w swoich rodziców...
Następnie wzięłam żel pod prysznic, oraz mydło, które było w zestawie i przyłożyłam produkty do nosa, żeby poczuć ich zapach. ( w sumie - koło 30 zł )
- No. Może w końcu zacznie się myć. - Dogryzł mi tata, ale zignorowałam go, byłam zbyt zajęta cudownym zapachem lawendy i pigwy.
Oczywiście, tradycyjnie musiałyśmy zamówić mi jakikolwiek produkt do ust ( i nie chodziło tu o pseudo- pomadkę w postaci korektora ) tylko o balsam. Był na prawdę malutki i wydzielał słodki zapach maliny. ( 9,90 zł )
Natomiast nakładając go na usta odrobinę się zawiodłam. Musiałam nałożyć sporą ilość, żeby faktycznie poczuć, że mam na sobie ten produkt. Oczywiście, znikał z moich ust po krótkiej chwili. Spodziewałam się czegoś kompletnie innego.
Ostatnią rzeczą było coś, czego sobie nie przypominam, żebyśmy zamawiały.
- Co to? - pytam, podnosząc dwie średniej wielkości tubki z maseczką.
- " Dla zestresowanej cery " - tłumaczę na głos. - Mamo, mogę wiedzieć czym ty się tu niby stresujesz? To ja mam niedługo egzaminy...
- Nie wiem, przyszło jako dodatek- niespodzianka.
Nie odzywałam się więcej. Maseczka wyglądała i pachniała ciekawie...
- Zadowolona? - Zerka na mnie mama.
- Jak najbardziej - uśmiecham się i idę do pokoju.
---------------------
I to by było na tyle ;p
Mam nadzieję, że jakoś mi to wyszło ...
Co sądzicie o takim sposobie przedstawiania HAULI? ;D
Piszcie swoje opinie w komentarzach :*
A ja znikam! ;) Do następnego!
Rebel xxx
Nigdy z oriflame nic nie zamawiałam :)
OdpowiedzUsuńOFFICIAL PATTY (klik)
Pierwszy raz wpadłam na twojego bloga i bardzo mi się podoba :) zazdroszczę kosmetyków :)
OdpowiedzUsuńCHCE SIĘ ŻYĆ
Seria "pozytywne poranki" na blogu :)
Dziękuję ;*
Usuńojejku, też chciałabym móc używać tych samych kosmetyków co moja mama :/
OdpowiedzUsuńiii też wolę kremy bb od normalnych podkładów, czuję się z nimi tak jakoś... lżej :D
zaszalałyście z tymi kremami :O ale skoro dobrej jakości to po takiej cenie w stu procentach warto :D
jak spojrzałam na zdj to też myślałam, że to pomadka hihihihi :D
ciekawy gratis wam przyszedł:3
i zaciekawiłaś mnie tym tuszem do rzęs, muszę się o nim dowiedzieć więcej :D
pozdrawiam i zapraszam ♥
stylowana100latka.blogspot.com - KLIK
ale ja mam sklerozę! zapomniałam dopisać, że taki sposób opisu haulu,w sensie że z tymi dialogami, to baaaardzo mi się podoba <3 jakbym czytała fachowe opowiadanie :D
UsuńA może napiszesz jakieś takie pełnowymiarowe?
Bo lubię twój sposób pisania :*
buźka :*
Dziękuję bardzo! :*
UsuńTo miłe, że ktoś docenia moje starania i, że podobają się komuś moje " wymysły " :D
A co do opowiadania... nie wiem. Ten blog jest opowiadaniem o mnie, o moim życiu i o tym co się ze mną dzieje. Tylko, że zapisane w różnych formach. Postaram się częściej pisać opowiadania, bo widzę że duża ilość osób je lubi ;)
pozdrawiam! ;*
świetny post i wgl świetny pomysł na prowadzenie bloga w taki sposób :)
OdpowiedzUsuńobserwuje
doblazness.blogspot.com
♥
Usuń